wtorek, 7 maja 2013

Rozdział 5: Kacper przyjechał!

 Zabrałam się za napisanie piątego już rozdziału. Popijając miętowo-jabłkowy soczek, stworzyłam to, co stworzyłam. Nie jest za ciekawie, ale cóż... Czekajcie na szósty rozdział :) Zaraz pozmieniam jakoś stylistycznie blog, mam nadzieję, że się spodoba. Mam już zarys w głowie... No, ciekawe jak mi to wyjdzie :D


 Kinga ugościła Paulę: odrobiły i nauczyły się lekcji, zjadły placki, pogawędziły przy tym i Paula poszła do domu.  Wtem zadzwonił telefon.
- Halo?
- Cześć Kinga! Co u ciebie? Mam nadzieję, że dobrze, bo jutro zaczynamy ćwiczyć! Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć...! Przyjadę po ciebie jutro, około ósmej. Bądź gotowa. Cześć.
 Bohaterka nie zdążyła nawet się pożegnać. Rzucały jej się na myśl różne pytania- co ze szkołą, jutro szkoła! jejku, będę aktorką!, lub, że przy gimnastyce trochę schudnie...
 Tego dnia, Kinga poszła, a właściwie pojechała do parku. Na rolki. Wzięła ze sobą wodę i jedną, małą kanapkę z serem i pomidorem. Jeździła, jeździła... Wróciła, po dwóch godzinach świetnej zabawy wymęczona. Zapomniała o kanapkach! Świetnie się złożyło, bo była głodna, a mama była w pracy i nie chciało jej się robić sobie jedzenia.
 Poszła do salonu. Owinęła się wielkim, milutkim kocem, włączyła telewizor i powoli zaczęła gryźć kanapkę. Była szczęśliwa, ponieważ w telewizji leciał jej ulubiony program przyrodniczy. Tematyka była ciekawa dla Kingi, mianowicie mówiło się tam o różnych zwierzętach, rasach i jak się nimi zajmować.
 W owym odcinku, pokazana była pewna para, która przygarnęła małego labladora i ukazywały się jego pierwsze kroki w nowym domu. Kindze bardzo podobał się program, ale nawet nie wiedziała kiedy- zasnęła.
 Obudziła ją mama, rozradowana, ale zmęczona. Przyjechała z kuzynem Kingi, Kacprem, którego bohaterka lubiła. Był dwa lata młodszy, mimo to świetnie się dogadywali.
 Poszli do pokoju Kingi.
- Co wolisz- Monopol, bierki, statki, a może... hmm... co ja tu jeszcze mam... o! Domino. Co wybierasz?
- No niech będzie... może statki? Dawno nie grałem.
 Usiedli na środku pokoju. W ciszy rysowali.
- Skończyłem.
- OK., poczekaj chwilę. O! Ja też już. To zaczynaj Kacper.
- Hmm...
 Zaczęła się gra. Zacięta gra. Gonili się w wzajemnym zatapianiu masztowców. Ale ile sprawiało im to radości! Później zagrali jeszcze w „Co by było gdyby...?”,  bierki i domino, opowiadali sobie kawały, historie z życia. Kinga przyznała, że był to dobrze spędzony dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz